Kościół – Po Co?

Cały czas zadziwia mnie to, w jaki sposób Pan Bóg objawia się moim życiu i jak daje mi znać, w którym kierunku mam iść lub czy wybrałam właściwą drogę.

Ostatni weekend września spędziłam we Wrocławiu, gdzie, między innymi, poznałam mnóstwo sympatycznych osób. Do stolicy Dolnego Śląska przyjechałam w piątek wczesnym popołudniem, natomiast powrót miałam zaplanowany na niedzielne popołudnie. Wybrałam pociąg o 16:25, dzięki czemu mogłam spokojnie rano opuścić hostel, iść na mszę świętą, przejść się po mieście, zjeść obiad oraz wypić kawę.

Największym problemem, z którym się zmierzyłam jeśli chodzi o mszę świętą był wybór kościoła, bo lubię chodzić do kościoła, którego wystrój mi się podoba. We Wrocławiu jest takich aż za dużo, właściwie wszystkie, do których weszłam w centrum mi się podobają. O dziwo, nawet ten barokowy na placu uniwersyteckim, pod wezwaniem Najświętszego Imienia Jezus, mnie zachwyca. Po raz pierwszy gdy do niego zaszłam akurat odbywała się próba przed ślubem. W kościele rozbrzmiewały dźwięki organów oraz piękny głos kobiety śpiewającej „Ave Maria”. Właśnie to w połączeniu pięknym wnętrzem wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Po długich namysłach postanowiłam wybrać się na mszę do Katedry św. Jana Chrzciciela. Mimo wszystko coś (Ktoś?) mnie ciągnęło na plac uniwersytecki i dlatego też przechodząc przez rynek skręciłam w ulicę Kuźniczą. Była godzina 10:30, w kościele Najświętszego Imienia Jezus właśnie kończyła się msza z 9:30, a pozostało zaledwie pół godziny do rozpoczęcia kolejnej. Porzuciłam swoje dotychczasowe plany i weszłam do wspominanego barokowego kościoła.

Cały czas zadziwia mnie to, w jaki sposób Pan Bóg objawia się moim życiu i jak daje mi znać, w którym kierunku mam iść lub czy wybrałam właściwą drogę.

Ostatni weekend września spędziłam we Wrocławiu, gdzie, między innymi, poznałam mnóstwo sympatycznych osób. Do stolicy Dolnego Śląska przyjechałam w piątek wczesnym popołudniem, natomiast powrót miałam zaplanowany na niedzielne popołudnie. Wybrałam pociąg o 16:25, dzięki czemu mogłam spokojnie rano opuścić hostel, iść na mszę świętą, przejść się po mieście, zjeść obiad oraz wypić kawę.

ZOBACZ CIEKAWE:

poznań alarmy

Największym problemem, z którym się zmierzyłam jeśli chodzi o mszę świętą był wybór kościoła, bo lubię chodzić do kościoła, którego wystrój mi się podoba. We Wrocławiu jest takich aż za dużo, właściwie wszystkie, do których weszłam w centrum mi się podobają. O dziwo, nawet ten barokowy na placu uniwersyteckim, pod wezwaniem Najświętszego Imienia Jezus, mnie zachwyca. Po raz pierwszy gdy do niego zaszłam akurat odbywała się próba przed ślubem. W kościele rozbrzmiewały dźwięki organów oraz piękny głos kobiety śpiewającej „Ave Maria”. Właśnie to w połączeniu pięknym wnętrzem wywarło na mnie ogromne wrażenie.

Po długich namysłach postanowiłam wybrać się na mszę do Katedry św. Jana Chrzciciela. Mimo wszystko coś (Ktoś?) mnie ciągnęło na plac uniwersytecki i dlatego też przechodząc przez rynek skręciłam w ulicę Kuźniczą. Była godzina 10:30, w kościele Najświętszego Imienia Jezus właśnie kończyła się msza z 9:30, a pozostało zaledwie pół godziny do rozpoczęcia kolejnej. Porzuciłam swoje dotychczasowe plany i weszłam do wspominanego barokowego kościoła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.